Terapia par
Rozmowę z terapeutką pracującą z parami
Magdaleną Jagodzińską przeprowadziła Gabriela Sułkowska
Co to jest terapia par?
Jest to spotkanie, w którym uczestniczy małżeństwo lub osoby pozostające w innym związku partnerskim.
Celem takiej terapii jest badanie natury i przyczyny problemu oraz pomoc w odnalezieniu takiego rozwiązania, które zostanie zaakceptowane przez obojga partnerów. Podczas terapii partnerzy nabywają umiejętności i wiedzę potrzebną do samodzielnego rozwiązywania problemów
Jak wyglądają takie spotkania?
Są to cotygodniowe, 60 minutowe sesje dwojga ludzi, którym obecnie jest trudno w związku. W ich relacji dzieje się coś, czego oni nie rozumieją, z czym sobie nie radzą, chcieliby coś zmienić, ale też nie do końca wiedzą co i jak to zrobić. I wtedy postanawiają wybrać się do terapeuty.
Czy takie spotkanie może prowadzić psycholog, czy to musi być psychoterapeuta?
Raczej zaleca się, żeby terapię par prowadził wyszkolony psychoterapeuta, tj taka osoba, która ukończyła specjalistyczne kilkuletnie szkolenie w tzw. Szkole Psychoterapii. Nie zawsze magister psychologii dysponuje odpowiednimi kompetencjami do prowadzenia takiej terapii.
Czy terapię prowadzi jeden, czy więcej psychoterapeutów?
Bywa różnie. Zdarza się, że psychoterapeuci pracują w parze. Spotkania par są często bardzo dynamiczne. Często dużo się w ich trakcie dzieje, dlatego obecność drugiego terapeuty ułatwia „złapanie” istotnych szczegółów. Natomiast ja pracuję sama, chociaż mam doświadczenia współprowadzenia terapii par z koleżanką i to też się bardzo dobrze sprawdzało. Najlepszy team to dwóch terapeutów kobieta i mężczyzna.
Czym terapia par różni się od terapii indywidualnej?
Dynamiką i koniecznością wprowadzenia zasad. Zazwyczaj jak przychodzi para to przynosi dużo emocji, wtedy konieczne jest wprowadzenie zasad pracy.
O jakich zasadach mówisz?
Są to podstawowe zasady komunikacji ułatwiające porozumiewanie się w trakcie spotkania, takie jak: ustalenie, że nie atakujemy się, nie oceniamy, mówimy do siebie a nie o sobie, nie przerywamy sobie. Często ustala się równą ilość czasu na wypowiedź każdej osoby, żeby żadna ze stron nie czuła się pokrzywdzona i mogła wyrazić swój punkt widzenia.
Jak się decyduje, kto mówi pierwszy? Czy zwyczajowo pierwsza zaczyna mówić kobieta?
Bywa bardzo różnie. Najczęściej zaczyna ta osoba, która zainicjowała przyjście do psychologa.
Kto częściej inicjuje takie spotkania?
Z moich doświadczeń wynika, że to częściej mężczyźni umawiają spotkania, może się to wydawać dziwne, bo zazwyczaj to kobiety są osobami częściej korzystającymi z terapii. Natomiast jak widać w praktyce, na to nie ma reguły.
Z jakimi problemami małżonkowie, czy para zgłaszają się najczęściej?
Bardzo różnie. Znów będę mówić na podstawie moich doświadczeń. Czasem zdarza się tak, że jedna osoba zgłasza problem uzależnienia jednego ze współmałżonków. Innymi powodami mogą być: poczucie, że związek jest „martwy” i „pusty”, że dwie osoby żyją obok siebie. Powodem zgłoszeń są również głębokie i częste konflikty oraz trudność w porozumieniu się. Zdrada jednego z partnerów jest również częstym powodem skłaniającym parę do podjęcia terapii. Osoby zgłaszające się na terapię par, często mają poczucie, że ich związek to pasmo cierpień. Przestają czerpać z niego jakąkolwiek satysfakcję. Zdarza się, że mężczyzna sygnalizuje temat oziębłości seksualnej partnerki. Z obserwacji wynika, że rzeczywiście, gdy w związku zaczyna dziać się coś złego, kobiety wycofują się z kontaktów seksualnych, manifestują tym samym istnienie problemu. Często dzieje się tak nieświadomie, a sfera seksualna jest bardzo często „czułym” instrumentem ujawniającym przeżywane trudności.
Co się dzieje w sytuacji, gdy jeden z partnerów rzeczywiście boryka się z problemem uzależnienia?
Taka osoba odsyłana jest na leczenie odwykowe. Nie podejmuję się wówczas prowadzenia terapii małżeńskiej. Dopiero po leczeniu odwykowym w sytuacji, gdy nadal partnerzy czują potrzebę takiej terapii, można ją podjąć. Warunkiem prowadzenia terapii par jest wtedy utrzymywanie abstynencji przez osobę uzależnioną.
A co się dzieje z drugą, nieuzależnioną osobą, która wyrażała potrzebę terapii?
W takiej sytuacji proponuję terapię indywidualną, która jest najczęściej skoncentrowana na problematyce doświadczanych przez taką osobę trudności w sytuacji istnienia uzależnienia partnera. Informuje się ją w jaki sposób stawiać granice osobie uzależnionej oraz jak utrzymać się w decyzji, że partner musi podjąć leczenie. Często osoby będące w związku z osobą uzależnioną cierpią z powodu tzw. współuzależnienia, które często udaje się leczyć w terapii indywidualnej.
Czy w takiej sytuacji terapeuta prowadzący dla takiej osoby terapię indywidualną może potem pracować z parą?
To może być trudna sytuacja - zarówno dla terapeuty, jak i dla osób biorących udział w terapii par. Wszystko zależy od jakości relacji terapeutycznej. Jeśli indywidualne spotkania trwają krótko (do 10 wizyt maksymalnie) i mają na celu wsparcie i profilaktykę, czyli dostarczenie osobie nieuzależnionej informacji o mechanizmach uzależnienia, możliwych sytuacjach trudnych i sposobach radzenia sobie z nimi, to sądzę, że nie ma większych przeciwwskazań co do prowadzenia przez takiego terapeutę w późniejszym okresie terapii dla pary. Jeśli natomiast terapeuta mający do czynienia najpierw z małżeństwem, potem wchodzi w relację terapeutyczną z jednym z małżonków lub partnerów, wówczas terapią tej pary powinien zająć się ktoś inny, neutralny, o którym każda ze stron ma pewność, że nie jest stronniczy.
Jakim rodzajem terapii par się zajmujesz?
Zajmuję się terapią krótkoterminową, czyli taką, której celem jest umożliwienie ludziom zobaczenia, nazwania i zrozumienia problemu oraz doprowadzenie do porozumienia się dwójki osób. Bardzo często zdarza się, że ludzie porozumiewają się na różnych poziomach tj. np. ona mówi o czerwonym, on o suchym. W trakcie spotkań dąży się do tego, żeby zaczęli się słuchać i słyszeć co mówi druga strona, trzeba to wszystko wytłumaczyć i przenieść na język potrzeb i uczuć. Np. proszę jedną osobę, żeby powiedziała własnymi słowami, co usłyszała i dotąd rozmawiają aż się usłyszą. Zdarza się, że jedna osoba powtarza to, co właśnie usłyszała i okazuje się, że pierwszy rozmówca miał zupełnie co innego na myśli. Np. ona mówi, że czuje się kompletnie niedoceniana, a on ma poczucie, że ona ma mu za złe, że on potrzebuje czasu dla siebie.
Mówiąc o terapii krótkoterminowej ile spotkań masz na myśli?
To jest 8-10 spotkań. Za każdym razem ilość spotkań jest ustalana indywidualnie.
Co wynika po tych kilku spotkaniach?
To też bardzo zależy. Czasem partnerzy podejmują decyzję o próbie bycia ze sobą i właśnie mówienia wprost o potrzebach i emocjach. Zrywają z błędnym przyzwyczajeniem, czy oczekiwaniami, że druga osoba powinna „domyśleć się” o co im chodzi. Nie ma domysłów, pojawiają się komunikaty wprost. Wynikiem naszych spotkań jest również doświadczenie „bycia ze sobą w kontakcie”, czyli utrzymanie stanu otwartości i współobecności. Poprawa komunikacji polegająca na przekształceniu dwóch monologów w dialog. Ale zdarza się też tak, że para podejmuje decyzję o rozstaniu. W takiej sytuacji poświęca się kilka spotkań na to, żeby to rozstanie przebiegało w miarę spokojnie i w szacunku do siebie. Chodzi o to, żeby podczas tego przykrego i trudnego doświadczenia partnerzy nie ranili się jeszcze bardziej.
Jaka jest właściwie rola terapeuty?
Po pierwsze terapeuta jest osobą nie zaangażowaną w konflikt, nie związaną z żadną ze stron.
Czuwa nad przebiegiem całego spotkania. Wprowadza zasady komunikacji, o których była mowa wcześniej i dba o ich przestrzeganie. Często partnerzy mówią do siebie, ale się wzajemnie nie słyszą się. Odbierają komunikaty drugiej strony przez pryzmat dawnych i obecnych zranień, swoich nadinterpretacji rzeczywistości. Rolą psychoterapeuty jest nauczenie poprawnej komunikacji, żeby obie osoby mówiły na jednym poziomie - tj albo rozmawiamy o fakturze, albo o kolorach. Psychoterapeuta jest odpowiedzialny za porządkowanie komunikacji, czasem wycisza negatywne emocje, sprowadza do tego, co „tu i teraz”, a nie tego co się komuś wydaje, że było kiedyś. Bardzo silne emocje utrudniają porozumiewanie się. Ważne jest trzymanie się faktów, a nie własnych domysłów, bo to pogłębia zranienia.
Czy warunkiem prowadzenia terapii par jest to, że obie osoby muszą tego chcieć?
Tak. Zdarza się, że dzielę pierwsze spotkanie - po 30 min przypada na każdą z osób osobno. Później mamy 10-15min razem po to, żeby nazwać problem, określić nad czym pracujemy i czy chcemy nad tym pracować. Jeśli coś ma się zmienić, to muszą tego chcieć dwie osoby. To jest warunkiem zmiany. Jeśli tylko jedna osoba wyraża chęć terapii, to wtedy tej właśnie osobie proponuje się terapię indywidualną. Moją rolą nie jest zmuszanie; mogę co najwyżej zapytać co się dzieje, że dana osoba nie chce wspólnej terapii, czy ma już w sobie jakieś podjęte decyzje i czy jest coś, czego chce dla siebie. Jeśli nie, to nie robimy nic na siłę. Nic z tego dobrego nie wychodzi.
A co jeśli jedna osoba mówi - pani musi przyjąć na terapię mojego męża - to przez niego są same problemy? Albo prosi, żebyś przekonała go do podjęcia terapii? Co wtedy robisz?
Nie przekonuje i mówię, że naturalną rekcją człowieka na „mus” jest niechęć. Proponując partnerowi pomoc psychologa musimy uszanować jego decyzję nawet, gdy będzie to odmowa. Proces psychoterapii jest skuteczny tylko wtedy, kiedy osoba ma motywację do zmiany.
Po czym para ma poznać, że terapia par byłaby wskazana?
Problem jest taki, że ludzie są już często w silnym kryzysie, gdy zgłaszają się do terapeuty. Myślę, że jeśli czujemy, że związek nie rozwija się, że zaczęliśmy żyć „obok siebie”, że nie jesteśmy obecni w naszym związku, tylko zaprzątają nas inne sprawy (praca, hobby), kiedy tracimy zainteresowanie drugą osobą, nie akceptujemy tej drugiej osoby i na siłę chcemy ją zmieniać, gdy pojawiają się częste konflikty, które oddalają nas od siebie, to to jest taki moment, żeby zobaczyć, co jest problemem, czemu tak się dzieje. W sytuacji gdy zaczynamy wymieniać się informacjami o tym co w pracy, kto ma zrobić zakupy i co będzie na obiad, a przestajemy wymieniać się emocjami, potrzebami, przestajemy się o siebie troszczyć, to jest ewidentny sygnał, że związek zaczął zbaczać z dobrej drogi.
Czy spotkałaś się z problemem, że powodem zgłoszenia na terapię par jest brak dzieci?
Mnie się to nie zdarzyło. Częstszym problemem, z którym się spotkałam to jest sytuacja, kiedy w rodzinie pojawia się małe dziecko i wszystkie obowiązki zaczynają spoczywać na kobiecie. Kobieta staje się sfrustrowana, a mężczyzna często ucieka z domu, w którym spotykają go pretensje. Zaczyna się licytowania kto robi więcej, padają oskarżenia, ludzie zaczynają się wzajemnie obwiniać. Przestają rozmawiać, zaczynają krzyczeć. Sytuacja staje się podwójnie napięta, bo często ludzie zapominają o dobrej komunikacji i o tym, że nawet w z pozoru beznadziejnych sytuacjach można się jakoś porozumieć.
Ale rozumiem, że terapia pary w takim przypadku jest możliwa?
Oczywiście. Czasem wystarczy, żeby partnerzy się tylko usłyszeli i wprowadzili drobne modyfikacje w codzienny rytm dnia. Zachęca się ich, żeby wyrażali swoje potrzeby, bo tylko to umożliwia zaistnienie zmian. Czasem partnerzy nie zdają sobie sprawy, że nie są wrogami. Terapia par często umożliwia zobaczenia, że jesteśmy w jednej drużynie i że oboje gramy do „jednej bramki”.
Wracając do trudności z zajściem w ciąże, co dotyka wielu par, chciałam się zapytać, czy istnieje coś takiego jak „podłoże psychologiczne” braku dzieci (pomijając oczywiście czynniki biologiczne)?
Pewnie tak, ale nie prowadziłam takich terapii.
Hipotetycznie, jakie mogą być te bariery psychologiczne?
Moim zdaniem to przede wszystkim silny stres, dobra pozycja w pracy kobiety, którą kobieta boi się utracić. Z jednej strony kobieta może bardzo pragnąć zajścia w ciążę i jednocześnie bardzo obawiać się, że straci to, co ma teraz -pracę, figurę, swobodę. Wtedy organizm nie jest w stanie się „otworzyć”; podobnie mężczyźni często są zabiegani, nie dbają o siebie w sensie psychicznym - zapominają o dobrym relaksie - także fizycznym - są przepracowani, sięgają po używki, co dotyczy także kobiet. Nie ma miejsca na dziecko w pośpiechu oraz świecie pełnym chaosu. Czasem problem tkwi ukryty w relacji, w której jest mnóstwo pretensji, obwiniania się oraz negatywnych emocji, wtedy warto się temu przyjrzeć i zobaczyć o co chodzi.
Nie miałaś takich doświadczeń w pracy z parą borykającą się z problemem niepłodności, ale czy byłabyś gotowa pracować z taka parą?
Tak.
Czy chciałabyś coś dodać na koniec naszej rozmowy?
Chyba tylko to, żeby zbyt mocno nie naruszać swoich granic. Jak dochodzisz do ściany to nie musisz walczyć w samotności. Zranienia i obwinianie się, przepychanie, które trwają za długo nie ułatwiają porozumienia. Im szybciej skorzystamy z pomocy tym łatwiej będzie się nam porozumieć. Jest wtedy więcej przestrzeni, żeby coś od drugiej osoby przyjąć, cos jej dać. Więcej przestrzeni, żeby zrozumieć, zauważyć, usłyszeć, zadbać o nią i o siebie. Życie i udawanie, że wszystko jest dobrze to tylko gra, która niszczy i nie pozwala zaspokoić naszych głębokich potrzeb, która nigdy nie pozwoli zbudować między ludźmi prawdziwej i pełnej bliskości.
Pamiętajmy, że dobra rozmowa to coś niezwykle istotnego w walce o wasz związek i właśnie takie dobre rozmowy odbywają się w gabinetach psychoterapeutów.
Czytelnia
- Terapia indywidualna
- Terapia par - wyw. z Magdaleną Jagodzińską
- Grupy wsparcia
- Szkoła rodzenia
- Stres
- Nauka relaksu
- Wizualizacja
- Poczucie własnej wartości
- Asertywność
a


0 605 537 704